RSS
poniedziałek, 22 maja 2017
Azymut Sopot...

Czas leci jak oszalały, dzieje się dużo a za pięć godzin azymut Sopot. Tam mnie jeszcze nie było. Tym razem wyjazd służbowy.

00:23, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 maja 2017
Świętowanie było skromne...

Minęła sobota i niedziela, minęły poniedziałek, wtorek i środa. A za chwilę będzie już czwartek i rano znowu trzeba jechać do pracy. Cóż, życie przeminie a co tam te kilka dni. W sobotę z rana byłam na pogrzebie a po południu odwiedziłam moją siostrę do której zjechała się rodzina z Dolnego Śląska i z Pomorza. Była okazja żeby spotkać się, pogadać. Dawno się nie widzieliśmy więc ucieszyłam się na to spotkanie. Z kolei w poniedziałek wybrałam się na pielgrzymko-wycieczkę organizowaną przez naszego proboszcza do Sanktuariów Maryjnych na terenie Wielkopolski zakończoną wizytą na polach tulipanowych w Chrzypsku Wielkim. Dzień przepełniony modlitwą a zakończony widokiem tysięcy kwitnących tulipanów. Uradowane były i moje serce i oczy. Wczorajszy dzień był już bardziej pracowity, bo jak się chce to zajęcie zawsze się znajdzie. A dziś znów święto - trzeci maj. Rano kościół, potem rodzinny obiad, wizyta imieninowa u sąsiadki i nie wiedzieć kiedy był już wieczór. Pogoda też zawiodła. Na długi majowy weekend trafiła się wyjątkowo złośliwa aura - zimno, deszczowo i wietrznie. I nie tylko ja byłam niezadowolona z tego powodu.

23:55, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 kwietnia 2017
Plany weekendowe...

Jeszcze tylko kilka godzin w pracy i rozpocznie się długi weekend. Cieszę się na te kilka wolnych dni. Oby tylko było ciepło bo chciałabym posadzić jeszcze mieczyki i cebulę. Oczywiście plany sobie a życie sobie. Już scenariusz się zmienił bo jutro jadę na pogrzeb w rodzinie. Zmarła moja dalsza kuzynka i po prostu na pogrzebie być należy. 

12:06, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 kwietnia 2017
Przykrość...

Znowu się nasłuchałam... Stek wulgaryzmów wypowiedzianych w pijackim amoku. To boli... Najgorsze jest to, że tak już będzie zawsze. Jak długo będzie żył tak długo będę wysłuchiwać słów które ranią. Za kilka dni minie trzydziesta siódma rocznica naszego ślubu. Nie świętuję tych rocznic ale liczę te lata po cichutku, tak dla siebie. Nie tak wyobrażałam sobie kiedyś moje małżeństwo. Bardzo się zawiodłam i bardzo pomyliłam. Bywa, że puszczam te wszystkie słowa mimo uszu, ale dziś bardzo mnie zabolały.

23:59, ulenka1960
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 kwietnia 2017
Niedziela Wielkanocna...

Nadeszła Wielkanoc – najważniejsze święto chrześcijańskie upamiętniające misterium paschalne Jezusa Chrystusa. Wstaliśmy skoro świt i na szóstą pojechaliśmy do kościoła. W procesji rezurekcyjnej trzykrotnie obeszliśmy kościół. Uwielbiam te chwile w procesji. Wszystko budzi się do życia. Wschodzi słońce i ptaki cudnie śpiewają w parku obok kościoła głosząc dobrą nowinę, że Chrystus Zmartwychwstał. Za nimi wszyscy biorący udział w procesji śpiewają głośne Alleluja! Po powrocie do domu zaczął się czas świętowania. Jeszcze przed śniadaniem trzeba było nakarmić zwierzęta, wydoić krowy a potem można było zasiąść do stołu. Po śniadaniu pojechałam jeszcze ze świąteczną wizytą na groby moich rodziców a teraz już czekam na gości. Mają się zjechać wszystkie nasze dzieci i będziemy wspólnie świętować.

13:13, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 kwietnia 2017
A więc Święta...

Wiosna wystrzeliła wszystkimi kolorami. W sam raz na Święta Wielkanocne. Do pełni szczęścia brakuje tylko ciepła ale niestety jeszcze przez kilka dni ma być chłodno. Pozostanie siedzenie w domu i konsumowanie różności z bogato zastawionego stołu. A póki co...

życzę Wam, nie tylko na te najważniejsze ze Świąt, ale i na inne dni, pogody ducha, sympatycznej atmosfery oraz wielu chwil skłaniających do szczerego śmiechu. Wesołego Alleluja!

A dla uśmiechu już dziś taki oto Easter Bunny do Was biegnie:

Zajączek

 

00:44, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 kwietnia 2017
O tym i o tamtym...

W niedzielę wybrałam się na pierwszą wycieczkę rowerową w tym roku. Może wycieczka to za dużo powiedziane ale około dziesięciu kilometrów przejechałam. Wystarczy jak na pierwszy raz. Pogoda była piękna. Dość ciepło, słonecznie. Tylko wiatr czasem dokuczał jak zawiewał prosto w twarz i bardzo ciężko się wtedy jechało. Tak dużo siedzę więc taki ruch jest dla mnie jak najbardziej wskazany. Podczas mojej rowerowej wędrówki miałam okazję dokładniej przyjrzeć się wszystkiemu wkoło. Jadąc samochodem wielu rzeczy się nie widzi. Przerażona byłam ilością śmieci w lesie i w przydrożnych rowach. Jakim trzeba być oszołomem żeby wyrzucać przez okno samochodu puste opakowania, tak jakby nie można tego było zawieść do domu i wrzucić do kubła na śmieci. Potem dzieci szkolne zamiast biegać po boisku za piłką wędrują rowami i zbierają to co być może wyrzucą ich rodzice. Droga którą wracałam do domu na początku grudnia została oddana do użytku po jej modernizacji. Pięknie się nią teraz jedzie. Tylko jakiś idiota bądź idioci część znaków drogowych wyrwali i wrzucili do rowu. To jest po prostu wandalizm. Wróciłam wkurzona niesamowicie. W jakiś kręgach ten temat na pewno poruszę. Tylko czy to coś da? Wczoraj z kolei byłam na szkoleniu. Tym razem środkiem lokomocji była kolej. Lubię tak podróżować. Chyba żadna podróż nie ma tyle uroku co podróż koleją. Zwłaszcza jeśli nie targa się z sobą wielkich bagaży tylko jedną torebkę. Człowiek zajmuje miejsce, gapi się na świat przez okno albo obserwuje innych podróżujących. Nie trzeba stać w korkach albo martwić się potem o to gdzie zaparkować samochód. Wracając do domu miałam troszkę mniej szczęścia, bo miejsce miałam niestety stojące. Akurat była to godzina powrotu z pracy i ze szkół. Stałam więc tak sobie trzymając się fotela żeby czasem przy hamowaniu jakiegoś fikołka nie wywinąć i obserwowałam towarzystwo wkoło. Mężczyzn było wielu, chłopaków i dziewcząt jeszcze więcej. I ... tak trochę przykro mi było bo chyba zanikł już zwyczaj, że osobie starszej, a zwłaszcza kobiecie ustępuje się miejsce siedzące. A może ja ciągle wyglądam tak młodo i nie kwalifikuję się jeszcze do tych osób. Gdzieś w połowie drogi zwolniło się miejsce przy którym przydeptywałam z nogi na nogę i mogłam usiąść dalej rozważając czy moje uwagi są słuszne czy raczej przestarzałe. Ciekawe czy w szkołach porusza się jeszcze tematy savoir-vivru, bo w rodzinach pewnie już nie. Przecież teraz jest modne bezstresowe wychowanie dzieci, więc dzieci muszą siedzieć a dorośli niech stoją. Zresztą, sama byłam świadkiem jak matka przyszła z dzieckiem do kościoła. Dziecko posadziła w ławce a sama stała obok. Czego Jaś się nauczy to Jan będzie umiał - mówi stare przysłowie.

01:18, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 marca 2017
Wiosenny czas...

Obłoki pachną wiosną, wonieje ziemia świętem.

W powietrzu rannie, rośno...

Śpiew w sercu wniebowziętem...

Soczysta, mokra trawa

Źdźbeł czułe ciałka suszy.

Wiatr zdrowy jak zabawa...

Śmiech w zachwyconej duszy...

Kochane słońce wkoło

Rozlewa złoto płynne.

Hen, w mgle tak modre sioło

Jak miejsce snów rodzinne.

 Skowronek, ranka serce,

W błękitach szczęściem bije.

Kwieciste łąk kobierce

Są boże i niczyje.

 Precz z głowy myśli żeną.

Jak dziecko, gdzieś przed laty,

Oczyma myślę jeno:

...Niebiosa, słońce, kwiaty...

                                                         Niewinność – Leopold Staff

Gdy rano otworzyłam oczy zobaczyłam świat jak z powyższego wiersza. Wreszcie zrobiło się ciepło i słonecznie. Skończy się błogie leniuchowanie i siedzenie w domu. Uwielbiam ten wiosenny czas. Jeszcze tylko wraz z wiosną trzeba by się zakochać. 

08:34, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 marca 2017
Cudownie mieć czującą duszę...

Nieładnie Uleńko, nieładnie! Po macoszemu zaczęłaś traktować swój blog. To prawda. Tylko ten czas tak szybko leci, że nie wiedzieć kiedy i mamy prawie połowę marca. Słońce już coraz wyżej, pogoda coraz bardziej wiosenna a i zajęć sporo. Stosik PIT-ów przerobiłam znajomym i rodzinie. Teraz już sporadycznie ktoś tam się jeszcze obudzi żeby go rozliczyć. Nasze serki zaczęły mieć takie powodzenie, że mleka nam brakuje żeby nadążyć z zamówieniami. A jeszcze grono zainteresowanych się powiększa, bo poczta pantoflowa jest najlepszym sposobem marketingowym. Poza tym miałam iść do szpitala. Ot, sprawy ginekologiczne. Ale jak się dowiedziałam, że gdzieś na dwa miesiące musiałabym zapomnieć o jakichkolwiek pracach to w uzgodnieniu z lekarzem przesunęłam termin zabiegu na jesień.  Jak to mówią „gwałtu nie ma” więc mogłam sobie na taki unik pozwolić. W minionym tygodniu razem z innymi paniami świętowałam Dzień Kobiet.  Mówią, że to takie „komunistyczne święto”. A mnie się podoba. Miło jest otrzymywać życzenia albo usłyszeć : „żeby ten piękny uśmiech zawsze był na Pani twarzy”. A ja myślałam, że mój uśmiech już nie ma takiej mocy jak kiedyś. A w piątek obejrzałam sobie film w kinie. Szybka decyzja, godzinkę wcześniej urwałam się z pracy, zrobiłam zakupy i o siedemnastej siedziałam już w kinie. A co! Obejrzałam „Sztukę kochania.  Historia Michaliny Wisłockiej”. Film bardzo mi się podobał. Bardzo pięknie opowiedziana prawda o życiu. W wymiarze osobistym i społecznym. Nie trzeba być doskonałym żeby wiele zrobić dla innych. Można pokonać system i zakłamanie? Można. Pani Michalinie ten film po prostu się należał - za dbanie o pacjentki i za walkę o prawo do szukania odpowiedzi na pytanie, czy jest się duszą mającą ciało, czy bardziej ciałem mającym duszę. Film piękny wizualnie, z pociągającą muzyką, z przebojem z epoki znakomicie podsumowującym życie bohaterki. Wszystko to przypomina, jak cudownie mieć czującą duszę w pragnącym ciele... Doskonale pamiętam ten czas, gdy książka Michaliny Wisłockiej pokazała się na rynku. Byłam wtedy dorastającą panienką, gdy koleżanka przyszła do mnie z książką i w tajemnicy przed mamą czytałyśmy ją i oglądały ilustracje. Oj, to była rewolucja seksualna. No… a dziś już niedziela i zaraz wołam rodzinkę na niedzielny obiadek.

12:15, ulenka1960
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 lutego 2017
Jeśli ludzie zapomną kamienie wołać będą...

Najpierw przeczytałam książkę „Nienawiść” Stanisława Srokowskiego, na kanwie której powstał film „Wołyń”Wojciecha Smarzowskiego. Film już jesienią był wyświetlany w kinach. Wtedy zabrakło mi czasu żeby się na niego wybrać a potem już żadne kino go nie grało. Czekałam cierpliwie aż film pojawi się na płytach. Tymczasem całkiem przez przypadek trafiłam na niego na You Tube. Mimo późnej pory film obejrzałam. Zaczęło się ładnie. Ot, wiejskie wesele ze śpiewami, tańcami  i dużą ilością alkoholu pod wpływem którego już wychodziła z ludzi nienawiść. Im dalej, tym bardziej bestialsko. Siedziałam przykuta do fotela a potem zasnąć nie mogłam. Akcja filmu rozpoczyna się wiosną 1939 roku w małej wiosce zamieszkanej przez Ukraińców, Polaków i Żydów. Dziewczyna – Polka jest zakochana w swoim rówieśniku, Ukraińcu Petrze. Jednak jej ojciec postanawia wydać ją za bogatego polskiego gospodarza, wdowca z dwójką dzieci. Wkrótce wybucha wojna i dotychczasowe życie wioski odmienia najpierw okupacja sowiecka, a później niemiecki atak na ZSRR. Zosia staje się uczestniczką tragicznych wydarzeń wywołanych wzrastającą falą ukraińskiego nacjonalizmu. Kulminacja ataków nadchodzi latem 1943 roku. Pośród morza nienawiści Zosia próbuje ocalić siebie i swoje dzieci.

Żeby zrozumieć konflikt na Wołyniu należy się cofnąć do lat dwudziestych po I Wojnie Światowej, kiedy teren Ukrainy został podzielony pomiędzy Polskę i Rosję. Dla Ukraińców Polska była zaborcą, tak jak wcześniej dla Polaków zaborcami były Prusy, Austria i Rosja. Wtedy właśnie powstało UON- nacjonalistyczne ugrupowanie walczące z Polakami, z którego inicjatywy i jej zbrojnego ramienia Ukraińskiej Powstańczej Armii, doszło do niezwykle okrutnych ataków, głównie na polską ludność cywilną. Krwawe wydarzenia, które miały miejsce na Wołyniu w 1943 i 1944 roku do dziś budzą wielkie emocje.

Dobrze, że film ten będzie w sprzedaży. Kupię wersję DVD dla siebie i dla rodziny żeby przekazywać tę historię następnym pokoleniom. Bo... jeśli ludzie zapomną kamienie wołać będą.

Moja mama, jej rodzice i rodzeństwo przeszli tę gehennę. Cudem udało im się uciec. Jako dziecko często słuchałam opowieści o tym co przeżyli i aż wierzyć się nie chciało, że człowiek jest w stanie znieść taki trud, strach, głód i cierpienie. Następne pokolenia powinny zobaczyć jaką ofiarę złożyli dla Polski nasi rodacy na Kresach. Dotąd nie była to powszechna wiedza co banderowcy wyprawiali z Polakami zamieszkującymi tamte tereny. W czasach jak sama jeszcze chodziłam do szkoły temat Wołynia i Smoleńska nie miał prawa być ruszany. Historia na ten temat milczała. Już czas by prawda historyczna ujrzała światło dzienne. Mówi się o Wołyniu coraz więcej ale na Ukrainie dalej stawia się pomniki Banderze. Co więcej, teraz Ukraińcy przyjeżdżają do Polski "za chlebem".  

00:59, ulenka1960
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 65