RSS
poniedziałek, 12 listopada 2018
Rocznica niezwykła...

Świętujemy setną rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości. Msze w kościołach, bijące dzwony, wspólne śpiewanie hymnu, piękne filmiki na FB o naszej ojczyźnie, nawet dzień wolny od pracy dziś i żeby nie było zbyt pięknie to marsze z dziwnym udziałem faszystów wczoraj. O faszystach ani mówić ani pisać już więcej nie będę a kraj nasz naprawdę jest piękny. Ja w mojej maleńkiej polskiej wsi też na swój sposób świętuję. Bo i hymn zaśpiewałam wspólnie z koleżeństwem w pracy, i pomodliłam się za naszą ojczyznę, i rogali z makiem napiekłam a moja rodzina już prawie wszystkie je spałaszowała. Dziś dzień wolny od pracy zawodowej ale też dzień taki zwykły, gdzie na spokojnie można nadgonić domowe prace. Jakie? W truskawkach muszę w końcu porządek zrobić bo gąszcz w nich taki, że aż żal patrzeć. Resztę pomidorów w folii oberwać muszę bo jeszcze jest sporo zielonych a z każdym dniem można spodziewać się przymrozków. Ot, takie zwykłe domowe sprawy bez których żyć się nie da i które w dniu dzisiejszym pewnie wielu Polaków wykonywać będzie.

09:22, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 listopada 2018
Czas zadumy i refleksji...

Tak szybko odchodzi w dal, wciąż dzień za dniem,

życie co mija już nie wróci się.

Wciąż chwili brak by pomyśleć choć raz,

w pogoni za wiatrem umyka czas.

Lecz kiedyś nadejdzie śmierci dzień

i dziś ważne sprawy odejdą gdzieś w cień.

Przed swoim tronem postawi Bóg

i chwila ta przyjdzie czy chce się czy nie.

Listopad... Wszystkich Świętych... Zaduszki... To czas by w chwili zadumy pomyśleć o przemijaniu i sensie ludzkiego życia. To ten czas kiedy staje się nad grobami najbliższych, spogląda się na twarze znajomych, którzy stoją obok i myśli różne przelatują przez głowę. A to, że nie ma już wśród żywych tej czy tamtej osoby. To znowu to, że ktoś zmarł nagle a kto inny długo chorował. Albo, że ktoś bardzo się postarzał a kto inny wydoroślał. Każdego roku w ten szczególny dzień ogląda się te same twarze więc trudno nie zauważyć  zmian. Taki smutek mnie dziś dopadł. Pewnie wydarzenia ostatnich dni położyły cień na twarzy i zbiegły się ze Świętem Zmarłych. W wypadku samochodowym zginęła mama mojej koleżanki a córka walczy o życie. To znowu nagle zmarła kobieta, którą pamiętam jeszcze z czasów liceum. Tragedia w rodzinie zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku. Mój brat też zginął tragicznie i choć było to już wiele lat temu, to doskonale rozumiem ból w sercu jaki odczuwają te rodziny. Szczerze im współczuję. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny - mówi Ewangelia. Czuwajmy więc...

01:34, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 października 2018
To już było...

Znowu miesiąc minął od mojego ostatniego wpisu... Cóż! W każdym razie w Bieszczadach było cudnie. Kto jeszcze tam nie był niech jedzie koniecznie. Bez względu na porę roku widoki zapierają dech w piersiach. Poza tym stykają się tu trzy granice a nocą niebo jest najciemniejsze. Szkoda tylko, że nie trafiłam do takiego miejsca gdzie mogłabym posłuchać opowieści zakapiorów. Ale to jeszcze przede mną. Teraz wchodziłam na Połoninę Wetlińską. Jeszcze dałam radę. A następnym razem pewnie na Połoninę już nie wejdę ale za to chętnie posiedzę w Siekierezadzie w Cisnej przy dźwiękach gitary i grzanym piwie. 

Wróciłam z Bieszczad i już po tygodniu pojechałam w Pieniny. Tym razem w odwiedziny do mojej siostrzenicy, która rok temu wstąpiła do zakonu i przebywa w tych okolicach. Oj, dużo by tu pisać. Miałam okazję pobyć w klasztorze kilka dni. Wzruszenie, rozmowy, modlitwa, wyciszenie. Dobrze mi tam było. Niestety, trzeba było wrócić do domu, do pracy, do swoich obowiązków. C'est la vie!

01:01, ulenka1960
Link Komentarze (2) »
środa, 26 września 2018
Tak właściwe to jestem w podróży...

No, i jest środa. Wróciłam do domu na kilka godzin. Rozbebeszyłam walizkę, wrzuciłam kilka rzeczy do pralki, kilka innych zmieniłam w walizce i tak właściwie jestem już gotowa do następnego wyjazdu. Ale to dopiero po północy. Póki co wspominam szkolenie z którego wróciłam. Mecenas prowadzący szkolenie jak zwykle stanął na wysokości zadania. Było ciekawie i miło. Towarzystwo szkolące się przesympatyczne. Niestety był jeden element w osobie samego szefa, który swoimi wypowiedziami wkurzał nie tylko mnie ale i kilka innych osób. Ot, taka osobowość. Faktem jest, że od jakiegoś czasu działa destrukcyjnie na naszą firmę i problem jest w tym, że nie można go usunąć. Typ, który myśli tylko o tym żeby jak najwięcej skorzystać dla siebie a znajomość tematu posiada co raz mniejszą. Stwarza pozory, które pomału stają się dla niego pułapką. Taki "rozmywacz rzeczywistości", jak to ktoś mądry go nazwał. Poza tym samo miejsce szkolenia bardzo ładne. Zresztą, to przepiękne okolice nad jeziorami - Pojezierze Międzychodzko - Sierakowskie. Szkoda, że byliśmy akurat w okresie kiedy bardzo się ochłodziło. Cóż, lokal można zamówić a odpowiedniej pogody niestety nie. Oby tylko w Bieszczadach pogoda dopisała. Profilaktycznie wrzuciłam do walizki czapkę i rękawiczki.

15:55, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 września 2018
Wyjeżdżam...

Jesień zawitała i postraszyła wszystkich wiatrem, deszczem i chłodem. Choć z tych trojga deszcz cieszy najbardziej a i tak jeszcze długo będziemy nosić z sobą gorące promienie słońca i ciepły piasek pod stopami. Lato było piękne tego roku.

Tymczasem jutro mam wyjazd szkoleniowy w okolice Sierakowa - malownicze miejsce nad Wartą w pobliżu Puszczy Noteckiej. Wracam w środę i jeszcze tego samego dnia przepakowuję walizkę, wsiadam do innego autokaru i jadę na wycieczkę w Bieszczady. O tej porze roku natura powinna serwować tam przepiękne kolaże kolorów od ciemnej zieleni, przez żółty, aż do krwistej czerwieni. Choć nie wiem czy to jednak jeszcze nie za wcześnie na takie widoki. Pewnie październik byłby bardziej odpowiedni. Cóż, wycieczka jest teraz a klimat tamtych okolic jest i tak niepowtarzalny. Wiem, bo już tam kiedyś byłam.

00:22, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 września 2018
Jesienne marzenia...

Za oknem już jesień choć dni nadal upalne. Babie lato unosi się w powietrzu. Na grzyby wybrać się nie można bo wszędzie sucho a deszczu jak nie ma, tak nie ma. Nawet jak czasem trochę popada to tylko okazyjnie, a przecież potrzebne są długotrwałe i intensywne opady. Jak siać zboże do przesuszonej gleby? Czas siewu zbóż ozimych już przecież trwa. Ciężko to widzę. Pogoda to jedno a moje życie to drugie. Jestem smutna i rozgoryczona. Niestety, los nie daje mi szansy na osiągnięcie wewnętrznego spokoju. A to ciągle "wstawiony" mąż na którego liczyć nie można. A to ciągle się toczące rozmowy na temat rozwodu syna. To znowu jakaś sprzeczka między dorosłymi dziećmi. Cały czas im mówię, że rodzina jest najważniejsza i w każdej sprawie, zwłaszcza trudnej, powinni się wspierać. A tymczasem odnoszę wrażenie, że brak między nimi wzajemnego zrozumienia i zamiast sobie pomóc to się ranią. Serce mi pęka bo choć chcę żeby było dobrze to wychodzi jak zwykle. Zmęczona już jestem tym wszystkim. Tak bym się chciała wtulić w czyjeś ramiona i spokojnie zasnąć. Marzenie nie do spełnienia... 

01:46, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 sierpnia 2018
Małe dzieci, duże dzieci...

Dawno mnie tutaj nie było... Ostatni wpis na początku czerwca. A tyle się dzieje w ostatnim czasie. Właśnie kończy mi się urlop wypoczynkowy i we wtorek wracam do pracy. Przez tydzień miałam wnuki u siebie na wakacjach i radość z przebywania z nimi dodawała mi skrzydeł. Kocham ich całym sercem choć czasem też zajdą za skórę. Jak to dzieci. Tyle mojej radości. Morze łez wylałam przez ostatni miesiąc. Mój syn się rozwodzi. Czyja wina? Trudno powiedzieć. Ponoć zawsze jest po środku. Pięć lat po ślubie miłość się wypaliła i nie ma chęci rozmowy między małżonkami. Tylko jakieś bezsensowne obwinianie jeden drugiego. A przysięga? Co tam przysięga... Staram się być obiektywną w tej sprawie ale mam ogromny żal do mojej synowej. Może kiedyś opiszę szerzej całą tę sytuację, choćby po to by latach przypomnieć sobie jak to faktycznie było. Póki co, serce za bardzo boli. Słusznie ktoś kiedyś powiedział: "małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - duży kłopot". Kiedyś w to nie wierzyłam...

00:58, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 czerwca 2018
A co...

Znowu weekend... Wypiłam butelkę wina z moją szwagierką i całkiem dobrze się czuję. A co! Mnie też coś się należy.

00:48, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2018
Zasłużony odpoczynek...

Znowu ten czas, który pędzi jak szalony. Minął długi majowy weekend i pora wracać do pracy. W sumie ostatni raz byłam w pracy w piątek dwudziestego siódmego kwietnia. Tego dnia skończył się audyt a ja zasłużyłam na dłuższy odpoczynek i w niedzielę dwudziestego dziewiątego pojechałam sobie na wycieczkę do Włoch. Ot, tak na cały tydzień. W programie zwiedzanie Wenecji, Rzymu, Watykanu i Florencji. Program bardzo napięty ale i miejsc do zwiedzania bardzo dużo. Wieczorami padałam z nóg. Zresztą nie tylko ja ale i całe nasze wycieczkowe towarzystwo. Najbardziej dała nam się we znaki kolejka do Bazyliki św. Piotra. Żeby pomodlić się przy Grobie naszego Papieża czekaliśmy w kolejce dwie i pół godziny. Nawet przewodnik stwierdził, że mieliśmy wyjątkowego pecha, że trwało to tak długo. Plan wycieczki został zrealizowany całkowicie. W Wenecji główne punkty to Pałac Dożów na Placu św. Marka, Bazylika św. Marka oraz spacer po uliczkach Starego Miasta. Niestety gondolami nie płynęliśmy bo po pierwsze krótki rejs kanałami Wenecji kosztuje od osiemdziesięciu do stu euro, po drugie w taki rejs dobrze byłoby się wybrać z ukochaną osobą a nie grupą wycieczkowiczów, a po trzecie woda w tych kanałach naprawdę śmierdzi więc może zbyt przyjemny taki rejs nie jest. Natomiast, żeby zwiedzić cały Rzym to trzeba by tam pobyć przynajmniej z miesiąc. Nie jest to realne więc przelecieliśmy w ciągu dwóch dni przez rzymskie katakumby z kościołem "Domine Quo Vadis", Forum Romanum i Koloseum, Palatyn, Usta Prawdy, Panteon, fontanna di Trevi, fontanna Barcaccia i pięknie przystrojone Schody Hiszpańskie. Przy okazji pogapiliśmy się na przygotowania policji do meczu Romy z Liverpoolem, który akurat tego dnia miał miejsce w Rzymie (półfinałowe starcie Ligi Mistrzów). Okrzyki i śpiewy kibiców w pubach przyprawiały o ciarki jeszcze zanim mecz się zaczął. Zwiedziliśmy też Watykan. Wspomniana już wcześniej Bazylika św. Piotra z grobem Jana Pawła II a także Muzea Watykańskie z Kaplicą Sykstyńską. Wszędzie, jak to mówił nasz pilot, dzikie tłumy przez które trudno się przebić. Ostatni dzień był przeznaczony na Florencję - miasta Leonarda da Vinci. Kolejne piękne miasto, z ogromną rzeszą zwiedzających. W trakcie zwiedzania był też czas wolny a to na kawkę, a to na lody albo na pizzę czy inne specyały kuchni włoskiej. Pogoda też dopisała. Słonecznie i cieplutko. No, może z wyjątkiem ostatniego dnia kiedy to podczas zwiedzania Florencji nagle się rozpadało. Nie obyło się oczywiście bez przygód. A to potknęłam się i upadłam na obydwa kolana. Och, ileż to osób biegło mi na ratunek. A to zamknęłam się w toalecie a potem nie mogłam z niej wyjść. Okazało się, że drzwi były rozsuwane a nie otwierane. Ciągnęłam lub pchałam a one stały jak zamurowane. Zaczęłam pukać do drzwi ale nikt mnie nie słyszał. W końcu coś mnie tknęło i je rozsunęłam. Oj, strachu się najadłam. Jakby tego było za mało to jeszcze przelatujący gołąb gdy staliśmy na Placu św. Piotra zrzucił akurat na moje ramię swoje odchody. Dobrze, że bluzkę akurat miałam kolorową, bo przynajmniej śladów, które zostały po wytarciu nie było widać. Wycieczkę uważam za udaną. Było co oglądać, było z kim i było wesoło. Szybko się to skończyło ale nic nie trwa wiecznie. Czy odpoczęłam? Na pewno psychicznie bo fizycznie jestem wykończona. Tak czy inaczej pora już wracać do codziennych zajęć i obowiązków.   

01:37, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 kwietnia 2018
O wiośnie i audycie...

Już połowa kwietnia za nami i wreszcie zrobiło się cieplej, ptaki śpiewają i powietrze pachnie inaczej, trawa się zieleni i forsycje pięknie rozkwitły. Dobrze jest rankiem otworzyć oczy i zobaczyć słońce za oknem. Od razu inny duch w człowieka wstępuje. A skoro słońce i ciepło to zajęć przybyło, bo przecież ogrody czekają na całą serię najróżniejszych zabiegów, by potem cieszyć oczy jak już wszystko urośnie, zakwitnie czy zaowocuje. Tak więc pół ogrodu jest skopane i jutro mam zamiar wsiać nasionka. Niestety druga połowa musi poczekać bo grząsko tak, że łopata wyrzuca błoto i ciężko to nawet rozgrabić. Truskawki wsadziłam w innym miejscu i bardzo ładnie się przyjęły. Muszę jeszcze przyciąć maliny i prześwietlić porzeczki. W każdym razie jest co robić tylko czasu brakuje. Od jutra mam dwutygodniowy audyt w pracy więc jak to zwykle bywa przy kontrolach atmosfera będzie trochę nerwowa. Cóż, nie jedną kontrolę człowiek już przeżył więc i tę się przeżyje. W końcu audytorzy to też ludzie. I tym optymistycznym akcentem kończę ten wpis i wskakuję pod kołderkę.

23:39, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 68