RSS
piątek, 21 września 2018
Jesienne marzenia...

Za oknem już jesień choć dni nadal upalne. Babie lato unosi się w powietrzu. Na grzyby wybrać się nie można bo wszędzie sucho a deszczu jak nie ma, tak nie ma. Nawet jak czasem trochę popada to tylko okazyjnie, a przecież potrzebne są długotrwałe i intensywne opady. Jak siać zboże do przesuszonej gleby? Czas siewu zbóż ozimych już przecież trwa. Ciężko to widzę. Pogoda to jedno a moje życie to drugie. Jestem smutna i rozgoryczona. Niestety, los nie daje mi szansy na osiągnięcie wewnętrznego spokoju. A to ciągle "wstawiony" mąż na którego liczyć nie można. A to ciągle się toczące rozmowy na temat rozwodu syna. To znowu jakaś sprzeczka między dorosłymi dziećmi. Cały czas im mówię, że rodzina jest najważniejsza i w każdej sprawie, zwłaszcza trudnej, powinni się wspierać. A tymczasem odnoszę wrażenie, że brak między nimi wzajemnego zrozumienia i zamiast sobie pomóc to się ranią. Serce mi pęka bo choć chcę żeby było dobrze to wychodzi jak zwykle. Zmęczona już jestem tym wszystkim. Tak bym się chciała wtulić w czyjeś ramiona i spokojnie zasnąć. Marzenie nie do spełnienia... 

01:46, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 sierpnia 2018
Małe dzieci, duże dzieci...

Dawno mnie tutaj nie było... Ostatni wpis na początku czerwca. A tyle się dzieje w ostatnim czasie. Właśnie kończy mi się urlop wypoczynkowy i we wtorek wracam do pracy. Przez tydzień miałam wnuki u siebie na wakacjach i radość z przebywania z nimi dodawała mi skrzydeł. Kocham ich całym sercem choć czasem też zajdą za skórę. Jak to dzieci. Tyle mojej radości. Morze łez wylałam przez ostatni miesiąc. Mój syn się rozwodzi. Czyja wina? Trudno powiedzieć. Ponoć zawsze jest po środku. Pięć lat po ślubie miłość się wypaliła i nie ma chęci rozmowy między małżonkami. Tylko jakieś bezsensowne obwinianie jeden drugiego. A przysięga? Co tam przysięga... Staram się być obiektywną w tej sprawie ale mam ogromny żal do mojej synowej. Może kiedyś opiszę szerzej całą tę sytuację, choćby po to by latach przypomnieć sobie jak to faktycznie było. Póki co, serce za bardzo boli. Słusznie ktoś kiedyś powiedział: "małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - duży kłopot". Kiedyś w to nie wierzyłam...

00:58, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 czerwca 2018
A co...

Znowu weekend... Wypiłam butelkę wina z moją szwagierką i całkiem dobrze się czuję. A co! Mnie też coś się należy.

00:48, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2018
Zasłużony odpoczynek...

Znowu ten czas, który pędzi jak szalony. Minął długi majowy weekend i pora wracać do pracy. W sumie ostatni raz byłam w pracy w piątek dwudziestego siódmego kwietnia. Tego dnia skończył się audyt a ja zasłużyłam na dłuższy odpoczynek i w niedzielę dwudziestego dziewiątego pojechałam sobie na wycieczkę do Włoch. Ot, tak na cały tydzień. W programie zwiedzanie Wenecji, Rzymu, Watykanu i Florencji. Program bardzo napięty ale i miejsc do zwiedzania bardzo dużo. Wieczorami padałam z nóg. Zresztą nie tylko ja ale i całe nasze wycieczkowe towarzystwo. Najbardziej dała nam się we znaki kolejka do Bazyliki św. Piotra. Żeby pomodlić się przy Grobie naszego Papieża czekaliśmy w kolejce dwie i pół godziny. Nawet przewodnik stwierdził, że mieliśmy wyjątkowego pecha, że trwało to tak długo. Plan wycieczki został zrealizowany całkowicie. W Wenecji główne punkty to Pałac Dożów na Placu św. Marka, Bazylika św. Marka oraz spacer po uliczkach Starego Miasta. Niestety gondolami nie płynęliśmy bo po pierwsze krótki rejs kanałami Wenecji kosztuje od osiemdziesięciu do stu euro, po drugie w taki rejs dobrze byłoby się wybrać z ukochaną osobą a nie grupą wycieczkowiczów, a po trzecie woda w tych kanałach naprawdę śmierdzi więc może zbyt przyjemny taki rejs nie jest. Natomiast, żeby zwiedzić cały Rzym to trzeba by tam pobyć przynajmniej z miesiąc. Nie jest to realne więc przelecieliśmy w ciągu dwóch dni przez rzymskie katakumby z kościołem "Domine Quo Vadis", Forum Romanum i Koloseum, Palatyn, Usta Prawdy, Panteon, fontanna di Trevi, fontanna Barcaccia i pięknie przystrojone Schody Hiszpańskie. Przy okazji pogapiliśmy się na przygotowania policji do meczu Romy z Liverpoolem, który akurat tego dnia miał miejsce w Rzymie (półfinałowe starcie Ligi Mistrzów). Okrzyki i śpiewy kibiców w pubach przyprawiały o ciarki jeszcze zanim mecz się zaczął. Zwiedziliśmy też Watykan. Wspomniana już wcześniej Bazylika św. Piotra z grobem Jana Pawła II a także Muzea Watykańskie z Kaplicą Sykstyńską. Wszędzie, jak to mówił nasz pilot, dzikie tłumy przez które trudno się przebić. Ostatni dzień był przeznaczony na Florencję - miasta Leonarda da Vinci. Kolejne piękne miasto, z ogromną rzeszą zwiedzających. W trakcie zwiedzania był też czas wolny a to na kawkę, a to na lody albo na pizzę czy inne specyały kuchni włoskiej. Pogoda też dopisała. Słonecznie i cieplutko. No, może z wyjątkiem ostatniego dnia kiedy to podczas zwiedzania Florencji nagle się rozpadało. Nie obyło się oczywiście bez przygód. A to potknęłam się i upadłam na obydwa kolana. Och, ileż to osób biegło mi na ratunek. A to zamknęłam się w toalecie a potem nie mogłam z niej wyjść. Okazało się, że drzwi były rozsuwane a nie otwierane. Ciągnęłam lub pchałam a one stały jak zamurowane. Zaczęłam pukać do drzwi ale nikt mnie nie słyszał. W końcu coś mnie tknęło i je rozsunęłam. Oj, strachu się najadłam. Jakby tego było za mało to jeszcze przelatujący gołąb gdy staliśmy na Placu św. Piotra zrzucił akurat na moje ramię swoje odchody. Dobrze, że bluzkę akurat miałam kolorową, bo przynajmniej śladów, które zostały po wytarciu nie było widać. Wycieczkę uważam za udaną. Było co oglądać, było z kim i było wesoło. Szybko się to skończyło ale nic nie trwa wiecznie. Czy odpoczęłam? Na pewno psychicznie bo fizycznie jestem wykończona. Tak czy inaczej pora już wracać do codziennych zajęć i obowiązków.   

01:37, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 kwietnia 2018
O wiośnie i audycie...

Już połowa kwietnia za nami i wreszcie zrobiło się cieplej, ptaki śpiewają i powietrze pachnie inaczej, trawa się zieleni i forsycje pięknie rozkwitły. Dobrze jest rankiem otworzyć oczy i zobaczyć słońce za oknem. Od razu inny duch w człowieka wstępuje. A skoro słońce i ciepło to zajęć przybyło, bo przecież ogrody czekają na całą serię najróżniejszych zabiegów, by potem cieszyć oczy jak już wszystko urośnie, zakwitnie czy zaowocuje. Tak więc pół ogrodu jest skopane i jutro mam zamiar wsiać nasionka. Niestety druga połowa musi poczekać bo grząsko tak, że łopata wyrzuca błoto i ciężko to nawet rozgrabić. Truskawki wsadziłam w innym miejscu i bardzo ładnie się przyjęły. Muszę jeszcze przyciąć maliny i prześwietlić porzeczki. W każdym razie jest co robić tylko czasu brakuje. Od jutra mam dwutygodniowy audyt w pracy więc jak to zwykle bywa przy kontrolach atmosfera będzie trochę nerwowa. Cóż, nie jedną kontrolę człowiek już przeżył więc i tę się przeżyje. W końcu audytorzy to też ludzie. I tym optymistycznym akcentem kończę ten wpis i wskakuję pod kołderkę.

23:39, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 kwietnia 2018
Zapominalska...

Właśnie północ wybiła. Chciałam zrobić wpis i zapomniałam hasła. Trochę się nagimnastykowałam żeby je sobie przypomnieć. Ot, nie powiem "starość". Raczej zbyt dużo spraw na głowie a może i zbyt dużo najróżniejszych haseł do zapamiętania. Chyba muszę sobie jakieś ściągi z hasłami porobić bo razu pewnego po prostu się pogubię. Ściągi zrobię jutro a teraz już idę spać...

00:13, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 kwietnia 2018
Moje wielkanocne gderanie...

Nie wiedzieć kiedy marzec się skończył i zima się skończyła. Niestety aura jest okropna. Słońcu ufać nie można bo go po prostu nie ma. Oj... było w piątek. Takie piękne, i ciepełko dawało, i w oczy raziło. Jednak jak szybko się pojawiło, tak szybko zginęło. W sobotę już było deszczowo. Widziałam bociana. Biedny... Stał w swoim gnieździe na budynku szkoły w mojej wsi a deszcz spływał po nim. A teraz z troszkę innej strony. Krokusy zakwitły w moim ogródku i żonkile tylko mają rozwinąć swoje płatki. Śliczny widok.

Dziś skoro świt byłam w kościele. To już tradycja w moim domu, że jedziemy na tę mszę ale i tradycja w naszej parafii, że msza rezurekcyjna z procesją wkoło kościoła odbywa się rano w Niedzielę Wielkanocną, a nie jak w wielu kościołach w okolicy, w sobotę wieczorem. Oczywiście pogoda popsuła wszystko, bo ksiądz zapowiedział, że ze względu na warunki atmosferyczne (padał mżący deszczyk) tylko raz obejdziemy kościół w procesji. Tak więc przebiegli, a właściwie przebiegliśmy szybko z tymi sztandarami i feretronami, żeby jak najprędzej znaleźć się znowu w kościele. Cóż, fryzurki paniusiom by namokły a przecież muszą ładnie wyglądać przez całe święta. Szybko kościół odbębnić a potem cały dzień jeść, pić i siedzieć przed telewizorem, bo przecież rzadko kto wybierze się na spacer w takiej pogodzie. Wiem, jakaś złość przeze mnie przemawia. Ale jak widzę to całe "tałatajstwo" to już sama nie wiem do czego to wszystko zmierza. Po drugie, moja córka od wczoraj ma focha więc atmosfera w domu jest mało świąteczna. Liczę na zaproszonych gości, którzy mam nadzieję zmienią moje nastawienie do wszystkiego co wkoło. A teraz chciałabym wpleść optymistyczny akcent w ten mój dzisiejszy wpis. Na polepszenie nastroju cytuję fragment wiersza Joanny Kulmowej:

Wielkanocne niebo głębokie.

A w tym niebie huśta się i buja

słońce - słońce - słońce.

Jak miedziany dzwon na alleluja.

 

Drodzy Moi!

Z okazji tegorocznych Świąt Wielkiej Nocy życzę Wam miłości, zdrowia i pogody ducha. Będzie lepiej! Alleluja!

wielkanocne niebo

 A może by tak jeszcze pomarzyć troszeczkę... Zapraszam.

https://www.youtube.com/watch?v=Ayr2223NVqs



 

11:48, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 marca 2018
No to sobie zrobiłam święto...

Nic nie zapowiadało, że dzisiejszy dzień tak się dla mnie skończy.  Miałam dziś urlop. Topiłam smalec, robiłam sery, prałam, sprzątałam. Nagle wieczorem wszystkie kości zaczęły mnie łamać, z nosa zaczęło lecieć ciurkiem i temperatura wskoczyła na dużo powyżej trzydzieści osiem stopni. Zaaplikowałam sobie dawkę leków, załatwiłam urlop na jutro i idę leżeć. Muszę się wykurować przez jutro. A miało być tak fajnie...

22:36, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 marca 2018
Wpadłam na chwilkę...

Sobota. Właśnie wstałam. Za oknem słońce świeci. Niestety, biorąc pod uwagę temperatury tej zimy to można powiedzieć, że mróz jest siarczysty. Choć z perspektywy moich przeżytych już lat temperatura minus dziesięć stopni to taki tam mrozik. Ale co u mnie... Pojawiłam się żeby o sobie przypomnieć. Jak zwykle czasu brak albo wieczorem padam zmęczona i już nie mam siły na myślenie. Najważniejsze, że zdrowie mi dopisuje, jedzenie smakuje, jeszcze dużo mi się chce, dużo planuję i sukcesywnie te plany wdrażam w życie. Kocham moje dzieci i wnuki i nikogo więcej. Kilka osób działa na mnie jak czerwona płachta na byka ale muszę głupkowato się uśmiechać i albo udawać, że ich szanuję albo czasem powiedzieć co myślę. Malutkimi kroczkami zbliża się mój majowy wyjazd do Włoch co dodaje mi skrzydeł. Wcześniej jednak czeka mnie jeszcze audyt w pracy i remont w domu. Cóż, życie...

08:31, ulenka1960
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 stycznia 2018
Aż strach co będzie dalej...

Pogoda nas nie rozpieszcza. Ciągle albo deszcz, albo jakieś huragany i inne dziwadła. Dziś orkan pod nazwą Fryderyk. Swoją drogą to zastanawiam się skąd te nazwy różne się biorą. I cóż ten orkan? Więc orkan niesie za sobą silny wiatr i śnieżycę. Całe szczęście u nas tylko trochę wieje, trochę popadał śnieg i oby na tym się skończyło. Wszystko schodzi "na psy". Zima już nie jest zimą i każda pora roku szczerze mówiąc pozostawia wiele do życzenia. Chyba Pan Bóg się obraził i raz po raz doświadcza nas aurą trudną do wytłumaczenia. W moim dość już długim życiu nie pamiętam takiej jesieni i zimy jakie mamy teraz. Aż strach pomyśleć co będzie dalej... 

23:38, ulenka1960
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67